Opublikowany w Uncategorized

Ewa Nowak – wywiad z pisarką

 

MKK - Ewa Nowak

Ewa Nowak to jedna z najpopularniejszych polskich pisarek dla młodzieży. Wydała ponad 40 książek, w tym kultową już „Serię Miętową”. W swoich książkach porusza tematy bliskie każdemu nastolatkowi i robi to bez zbędnego moralizowania i dydaktyzmu, z dużym poczuciem humoru i zrozumieniem dla problemów młodych czytelników.

Z pisarką miałyśmy okazję porozmawiać po spotkaniu autorskim, które odbyło się w Bibliotece Lokalnej Osiedla Głogowskiego. Było to dla nas bardzo ważne doświadczenie, ale też wyjątkowa szansa na zadanie autorce kilku pytań dotyczących jednej z jej najnowszych powieści „Mojej Ananke”, która była majową lekturą naszego klubu książki.

 

Czy podczas pisania powieści „Moja Ananke” inspirowała się Pani jakąś konkretną historią nastoletniej ciąży?

Takie sytuacje w literaturze raczej się nie zdarzają, że spotykasz konkretną osobę i w całości ją opisujesz. Ale spotkałam się z takim przypadkiem. Nie dzieje się żadna tragedia. To jest takie samo piekło, jakie by było, gdybyście przyszły do domu w dredach. Byłoby dokładnie to samo. Dwa tygodnie awantury. Co to, awantury Wam straszne z rodzicami? A potem wszystko by się ułożyło.

W powieści „Moja Ananke” przywołuje Pani grecką boginię przeznaczenia. Czy uważa Pani, że to właśnie przeznaczenie kieruje naszym życiem?

Ja mam równo 50 lat i jeszcze się nie zdecydowałam, co uważam w kwestii przeznaczenia i przypadku. Czasem mi się wydaje, że każdy jest kowalem własnego losu i rękę bym sobie dała uciąć, że kreacja naszego życia zależy wyłącznie od nas. Ale tak myślę rano, a po południu myślę, że to jednak przypadek nami rządzi. Mówi się często przecież, że wszystko jest po coś, że wszyscy jesteśmy jednością. Całe uniwersum to połączone ze sobą naczynia. Mnie pasują obie te teorie. „Moją Annankę” napisałam trochę dla siebie. Chcę mieć takie przekonanie, że czuwa nade mną fatum. Chcę i wolności, i przeznaczenia jednocześnie.

Wspominała Pani, że ma starszego brata. Czy postać Ignacego z powieści „Moja Ananke” jest nim inspirowana?

Mój starszy brat to bardzo ważna osoba w moim życiu. Ilekroć myślę o negatywnej postaci dla mojej książki, zawsze on przychodzi mi do głowy (śmieje się). Ale każda osoba, którą w życiu spotkasz jest niezapomniana, w jakimś momencie pracy artystycznej ona nagle wyskakuje z głowy i staje się postacią z książki. Oczywiście nie w takiej czystej formie, bo nie możecie tak zrobić, że opiszecie autentyczną żywą osobę.

A skąd pomysł, by rodzice Jagody (bohaterki powieści „Moja Ananke”) byli terapeutami? Czy jakiś konkretny efekt chciała Pani przez to uzyskać?

Mnie się wydaje, że mamy taki schemat w głowie, że ciąża nastolatki jest bezpośrednio skorelowana z patologią. Ja zupełnie się nie zgadzam z tym poglądem. To nie jest tak. Naświetlamy te przypadki. Lubimy myśleć w ten sposób: „Moja rodzina jest porządna, ja jestem wykształcony, jestem psychiatrą, a moja żona jest muzykoterapeutą, to nam się coś takiego nie przydarzy.” A to się może przytrafić w każdej rodzinie. I każdemu. Dlatego chciałam, żeby rodzice Jagody byli wykształceni, i to w taki specyficzny sposób, żeby pokazać, że nawet u tak mądrych, zorganizowanych, czułych osób też może się coś takiego zdarzyć.

Mama Jagody jest muzykoterapeutą. Czy pani kiedyś korzystała z muzykoterapii?

Tak, oczywiście. Chodzę na koncerty mis tybetańskich. Niezwykła rzecz. Taki koncert dzięki drganiom mis uruchamia różne organy w Twoim ciele. Wierzę w to, że dźwięki mają moc uzdrawiającą. Jeśli chodzi o muzykoterapię, to bardzo się zidentyfikowałam z postacią matki Jagody. Scena na poczcie, kiedy mama nadaje paczkę i bardzo niewłaściwie się zachowuje wobec pracownicy poczty, jest również wzięta z mojego życia. Coś mnie tego dnia zdenerwowało i też byłam niemiła dla pracownicy poczty i po chwili dopiero przyszła refleksja. Przeprosiłam ją, ona przeprosiła mnie i zaczęłyśmy ze sobą rozmawiać.

Czy przenosi Pani swoja wiedzę i wykształcenie pedagogiczne do swoich książek?

Jestem z wykształcenia pedagogiem terapeutą i nie daję rady od tego uciec. Gdy piszę powieść, to wykształcenie ze mnie wyłazi. Dlatego w moich książkach są postaci, które proponują innym terapię lub np. przyjeżdżają do szkoły z pogadanką psychologiczną, jak ma to miejsce w „Mojej Ananke”.

Jaką literaturę Pani lubi?

Książki obyczajowe, biografie. Ja też należę do Dyskusyjnego Klubu Książki i lubią czytać książki zadane. Czasem te książki są tak nudne, nie daje rady przez nie przebrnąć lub bardzo mnie złoszczą. Ale to jest wspaniałe. Jestem już dorosła i dawno nie chodzę do szkoły, więc nikt nie daje mi już zadań domowych, poza klubem książki. Dzięki temu czuję się jakbym miała znów 14 lat.

Podobno lubi Pani „Zmierzch” Stephanie Meyer. Za co Pani ceni tę książkę?

Bardzo lubię „Zmierzch”. Nie ma to dla mnie żadnego znaczenia, że Edzio Cullen jest wampirem. Maria Rodziewiczówna napisała kilkadziesiąt takich powieści. Jest to po prostu pełnokrwisty (określenie bardzo adekwatne) romans. Zdrowy emocjonalnie człowiek potrzebuje miłości. To zupełnie naturalna rzecz. Masz miłość do dania i potrzebujesz też miłość dostać. A że Edward był wampirem? Autorka podgrzała tym atmosferę. Tyle osób przeczytało „Zmierzch”. Ta książka zatoczyła ogromne kręgi. Ustawiały się po nią kolejki w bibliotekach. Jak ja mogę nie lubić „Zmierzchu”? Zazdroszczę, że ja sama „Zmierzchu” nie napisałam. Chciałabym wpaść na taki pomysł.

Czy utożsamia się Pani z bohaterami swoich książek?

Oczywiście! Zawsze kiedy piszę książkę, a robię to zazwyczaj rano i dopiero po skończonej pracy biorę prysznic, to mam wrażenie, że wszyscy moi bohaterowie są ze mną w łazience i czuję się trochę nieswojo. Jako twórca musisz mieć w książce, w której opiszesz chociaż jednego bohatera, którego bardzo lubisz. Nie wyobrażam sobie, jak można usiąść do pracy, kiedy nienawidzi się wszystkie stworzone przez siebie postaci.

Czy przechodziła Pani kiedyś kryzys twórczy?

Przy każdej książce. Na początku pisania zawsze przeżywam euforię i szał. Myślę sobie: „Wow! To najlepsza książka świata. Nikt nie pisał na taki temat! Ja to napiszę.” Tak jest mniej więcej do 2/3 książki. W tym momencie zazwyczaj przeżywam kryzys. Zaczynam myśleć, że książka jest banalna, w ogóle o niczym, nie ma ciekawych bohaterów, nie dzieje się nic ciekawego. Nie wiem, co dalej i jak ją skończyć. Wtedy najczęściej przeżywam załamanie: „Już nic nie napiszę, idę pracować do McDonalds”. Wtedy wkracza mój mąż albo moja córka i mówią: Spokojnie, idź na spacer, kup sobie kwaszonego ogórka. I rzeczywiście jest potrzebny taki krótki moment odreagowania. Oczyszczam głowę i podchodzę do książki drugi raz i wtedy ją kończę.

MKK - Ewa Nowak2

 

 

 

 

 

 

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s