Becky Albertalli ,, Simon oraz inni homo sapiens”

14718572814242068-jpg-gallery.big-iext44237936

 

,, Simon oraz inni homo sapiens” to pierwsza książka Becky Albertalli jaką miałam w swoich rękach.  Zobaczyłam ją na bibliotecznej półce, zaintrygowała mnie okładka. Słyszałam o niej wiele dobrego, postanowiłam ją przeczytać. Miałam wobec niej wysokie oczekiwania. Ta książka je spełniła!

 

 

Ukrywający swoją orientację seksualną szesnastoletni Simon Spier uważa, że miejsce dramatów jest na scenie teatralnej. Jednak kiedy napisana przez niego wiadomość mailowa wpada w niepowołane ręce, pojawia się ryzyko, że jego wielki sekret ujrzy nagle światło dzienne. Simon pada ofiarą szkolnego błazna, Martina, wszyscy dowiedzą się, że jest gejem.  A co gorsza, w niebezpieczeństwie znajdzie się też Blue, chłopak, z którym Simon wymienia maile.

W wąskiej grupce przyjaciół Simona pojawiają się coraz częstsze spięcia. Korespondencja mailowa z Blue z dnia na dzień robi się coraz gorętsza. Spokojne życie Simona zaczyna się komplikować. Niechętny wszelkim zmianą chłopak musi znaleźć sposób na wyjście ze swojego bezpiecznego kokonu, zanim zostanie z niego brutalnie wypchnięty- i to tak, żeby nie zrazić do siebie przyjaciół, uniknąć kompromitacji i nie zepsuć tego, co rodzi się pomiędzy nim, a najcudowniejszym i najbardziej tajemniczym chłopakiem, jakiego w życiu spotkał.

 

,, Simon oraz inni homo sapiens” to przezabawna powieść, na której również można bardzo się wzruszyć.

 

Porusza naprawdę trudny temat w naprawdę wyjątkowy sposób.

W tej powieści roi się od niezapomnianych, fantastycznych bohaterów.

Gorąco polecam każdemu miłośnikowi lekkich, wciągających książek. Na pewno się nie zawiedziecie.

Moja ocena książki: 8,5/10

Klaudia

 

Harper Lee ,,Zabić drozda”

zabicdrozdaPo raz pierwszy sięgam po klasyk takiego kalibru. Nie ukrywam, bardzo dużo o nim słyszałam, kto w końcu nie słyszał o ,,Zabić drozda”? Po przeczytaniu paru recenzji i opisu z tyłu książki myślałam, że już wiem w którą stronę to się będzie rozwijać i jaki będzie główny przekaz. W sumie to się nie pomyliłam, ale też nie miałam pełnej racji. Książka dla mnie jest w pewnym rodzaju unikatem, nie należy do moich ulubionych, ale na pewno jest bardzo dobra i daje wiele do myślenia.

Lata trzydzieste XX wieku, małe miasteczko na południu USA. Atticus Finch, adwokat i głowa rodziny, broni młodego Murzyna oskarżonego o zgwałcenie biednej białej dziewczyny Mayelli Ewell. Prosta sprawa sądowa z powodu wszechpanującego rasizmu, urasta do rangi symbolu. W codziennej walce o równouprawnienie czarnych jak echo powraca pytanie o to, gdzie przebiegają granice ludzkiej tolerancji. Zabić drozda to wstrząsająca historia o dzieciństwie i kryzysie sumienia. Poruszająca opowieść odwołuje się do tego, co o życiu człowieka najcenniejsze: miłości, współczucia i dobroci.

Na początku byłam zawiedziona. Spodziewałam się, że książka będzie głównie o problemach z rasizmem w społeczeństwie amerykańskim, przynajmniej na tyle zdefiniowałam fabułę powieści po opisie. Właśnie dlatego na początku byłam rozczarowana. Pierwsze zastrzeżenie miałam, gdy zobaczyłam, że narrację prowadzi mała córka Atticusa, pomyślałam jednak, że pewnie był taki zamysł, żeby przekazać wydarzenia z perspektywy dziecka. Drugie zastrzeżenie miałam podczas czytania pierwszej części książki, gdzie praktycznie w ogóle nie było o problemach wymienianych na okładce (było może ze 2,3 razy wspomniane). Ten ‚wielki’ proces sądowy był opisany dopiero w drugiej części. Tyle, że cały czas mi czegoś brakowało. Teraz wiem co. Po prostu myślałam, że proces sądowy i zdarzenia z tym związane będą główną osią fabularną, ale tak nie było. Tak naprawdę to jest to jeden z wielu wątków książki. Bo ta powieść nie jest o tym, ta powieść jest o dorastaniu i problemach z nim związanymi. Zaraz do tego wrócę.

Przejdźmy na razie do bohaterów. Nasz narrator – Jean Finch – jest zwykłą, małą dziewczynką. Bardzo ciekawską, ruchliwą małą dziewczynką. Nie chce zachowywać się jak dama, nie ważne co na to powie jej ciocia Alexandra. Niezwykle uzdolniona, potrafi czytać od kiedy tylko pamięta. Nie lubi być odpychana przez brata.

Drugą ważną postacią jest Jem Finch, czyli starszy brat Jean. Na początku książki ma głupie pomysły, ale wraz z rozwijaniem się książki dorasta i zaczyna rozumieć świat coraz bardziej. Zrobi wszystko żeby chronić swoją siostrę, ojca traktuje jak autorytet.

Ojciec, czyli Atticus Finch jest chyba jednym z najmilszych postaci literackich jaką poznałam, serio. Jest to bardzo wyrozumiały, współczujący człowiek, który ma dość odwagi by robić to co robi. Stara się być dobrym przykładem dla swoich dzieci, chce ich nauczyć bycia tolerancyjnymi, miłymi ludźmi.

Nigdy naprawdę nie zrozumie się człowieka, dopóki nie spojrzy się na sprawy z jego punktu widzenia (…) dopóki nie wejdzie się w jego skórę, nie pochodzi się w jego skórze po świecie.

Gdybym miała tak opisywać każdego z bohaterów spędziłabym tutaj dni. Dill, Arthur Radley, Bob Ewell, Calpurnia, Maudie Antkinson, Tom Robinson, Alexandra Hancock i wiele, wiele innych. W nich tkwi siła tej książki.

Powracając do fabuły. Postacie tej powieści są dobrze napisane, pamiętam zawsze coś z nimi związanego typu jakieś wydarzenie czy cecha charakteru. Znam i lubię tych wszystkich bohaterów, bo miałam czas ich poznać. Książka opowiada o losach miasteczka z perspektywy małej dziewczynki, czyli kogoś kto nie wszystko dobrze rozumie. Świetnie mi się czytało różne wydarzenia z perspektywy osoby, która nie zdaje sobie sprawy z wielu rzeczy.

Kartka po kartce widzimy jak Jean i Jem dorastają, uczą się nowych rzeczy. Poznajemy ich strachy, nadzieję i problemy. To jest po prostu zwyczajne rodzeństwo z którymi można się łatwo utożsamiać.

Nie ukrywam, że rasizm jest głęboko poruszany przez autorkę. Jest to temat powoli wprowadzany, mający świetne rozwinięcie i finał. Morał wynikający z tego jest dobrze przedstawiony, pokazuje jak bardzo czasem ludzie mogą być hipokrytami. Dodam jeszcze, że proces sądowy był napisany znakomicie (zdarzyło mi się porównać Atticusa z Joanną Chyłką).

Nie polecam tej książki każdemu, miejscami jest trudna w zrozumieniu, można przeoczyć kilka ważnych spraw. Mimo wszystko radzę spróbować, ponieważ zmusza ona do myślenia. Po przeczytaniu zastanawiałam się jak ludzie mogą być czasem tak okrutni. Chciałam przekazać do dla mnie było ważne w fabule tej książki, starałam się to napisać, ale i tak nie wiem czy jest to zrozumiałe. Myślę, że warto dać szansę i stworzyć własną opinię na ten temat.

Daria

V. E. Schwab ,,Mroczniejszy odcień magii”

mroczniejszy-odcien-magii-b-iext41940086
Po przeczytaniu paru obyczajówek i młodzieżówek poczułam, że potrzebuję wrócić do swoich klimatów – do fantastyki. Nie chciałam zaczynać żadnego ‚high fantasy’, Tolkiena zostawiłam sobie na lato. Potrzebowałam czegoś z dobrze wykreowanym światem i dobrymi protagonistami, czegoś co mogłabym dosyć szybko przeczytać. Złożyło się, że od jakiegoś czasu jestem posiadaczką książki V.E Shwab, o której słyszałam bardzo wiele dobrego, więc sobie pomyślałam ‚czemu nie?’. Fakt, książka nie jest specjalnie ambitna, ale spełniła swój główny cel – była naprawdę świetną rozrywką.

    Witajcie w Szarym Londynie – brudnym i nudnym, pozbawionym magii, rządzonym przez szalonego króla Jerzego III. Istnieje też Czerwony Londyn, w którym w równej mierze szanuje się życie i magię, oraz Biały, miasto wycieńczone wojnami o magię. A niegdyś, dawno temu, istniał jeszcze Czarny Londyn… Teraz jednak nikt o nim nawet nie wspomina.

Oficjalnie, Kell jest podróżnikiem z Czerwonego Londynu – jednym z ostatnich magów, którzy potrafią przemieszczać się pomiędzy światami – i działa jako posłaniec między Londynami i ambasador Czerwonego królestwa rodziny Mareshów. Nieoficjalnie, uprawia przemyt – bardzo niebezpieczne hobby, o czym przekonuje się na własnej skórze, kiedy wpada w pułapkę wraz z zakazanym przedmiotem z Czarnego Londynu. Ucieka więc do Szarego, gdzie z kolei naraża się Lili Bard, złodziejce o wielkich aspiracjach. To właśnie z nią Kell wyrusza w podróż do alternatywnej krainy, której stawką jest uratowanie wszystkich światów…

Zacznijmy od plusów tej książki, od dobrze napisanych bohaterów. Kell jest pokazany jako zwyczajny, dorastający młody człowiek. Wszyscy uważają go za porządnego faceta, który troszczy się o rodzinę królewską (co jest prawdą), ale kto by podejrzewał, że jest przemytnikiem? Jest porządny, spokojny, lecz czasem może pokazać swoją sarkastyczną, niebezpieczną stronę.  Lubię go, nawet bardzo.

O ile Kell’a lubię, to Lilę po prostu kocham. Uwielbiam kiedy w książkach występują silne bohaterki, które mają przysłowiowe ‚jaja’. Dziewczyna wychowywała się na w Szarym Londynie, wie więc co robić by przetrwać. Dzięki swojej chłopięcej posturze może kraść nie wzbudzając niczyich podejrzeń. No bo jak to, kobieta mogłaby kraść? Uwielbiam jej sposób bycie i myślenia. Bardzo lubię jej oryginalne marzenie, otóż nasza kochana Lila chce zostać ‚Kapitanem Bardem’ i popłynąć na bezkresne oceany. Wie jednak, że żeby to osiągnąć musi wiele poświęcić. Zaryzykuje wszystko, byleby przeżyć jakąś przygodę.

Jeżeli mogę dodać, pierwsze spotkanie głównych bohaterów jest świetne. Uwielbiam jak tych dwóch protagonistów się ze sobą integruje. Widać jak z nieznajomych przemieniają się w przyjaciół. Bardzo też się bałam, że zrobi się z tego wątek romantyczny. Nie miałabym nic do tego, te postacie mają chemię i mogłoby to zadziałać, tylko że to by było za szybko. Mimo wszystko jeżeli taki wątek powstanie w drugiej części, nie mam nic przeciwko temu (byleby tylko nie przysłaniał głównej osi fabularnej).

A teraz rzeczy, które wypadły gorzej. Po pierwsze, przedstawienie świata. Nie mówię, że jest złe, są opisy jak to wygląda, jak można się przemieszczać między różnymi wymiarami, są opisane podstawowe zasady panujące w tych światach. Różnice między Londynem Szarym, Czerwonym i Białym są widoczne i dobrze pokazane. Tylko, że mi czegoś brakuje, a konkretnie żeby było tego więcej. Wszystko pięknie, ładnie, cacy i w ogóle, ale odczułam pewien brak wiedzy na temat świata przedstawionego.

Po drugie, postaci drugoplanowe nie są dobrze rozbudowane. Tak naprawdę, to tylko tych dwóch głównych bohaterów ‚świeci’. Nikt po za tym za bardzo nie wystaje z marginesu. A szkoda, bo bardzo polubiła niektóre postacie, *kaszel*Rhy*kaszel*, i chętnie poznałabym je bliżej.

Po trzecie, fabuła. Nie twierdzę, że jest napisana źle, bo jest dobra. Po prostu sądzę, że mogło być o wiele lepiej. Myślę, że jest to także związane z właśnie brakiem rozbudowanych postaci pobocznych, które mogłyby wnieść o wiele więcej różnorakich wątków i konfliktów.

Książkę czyta się miło i przyjemnie, styl pisania autorki bardzo przypadł mi do gustu. O ile główna oś fabularna nie jest obszerna (przynajmniej nie na tyle, jakbym tego chciała), to dobrze przedstawia bohaterów oraz świat przedstawiony. Chyba mój główny problem z tą książką polega na tym, że chcę żeby była bardziej rozbudowana. Po prostu czuję tutaj (troszeczkę) zmarnowany potencjał, bo ja wiem, że można było to lepiej zrobić.

Wszystkie moje zarzuty napisane na górze jednak nie powinny was zniechęcić do sięgnięcia po tą pozycję. Mimo wszystko ta fabuła jest prowadzona przez dwójkę wspaniałych protagonistów, których kocham swoim całym malutkim serduszkiem. Po za tym słyszałam wiele dobrych opinii drugiej części trylogii (?), która podobno naprawia większość błędów poprzedniczki. Tego akurat nie jestem pewna, ale jestem dobrej myśli. Muszę się także przyznać, że mimo tych wszystkich błędów kocham tą książkę, nie powinnam, ale jednak. Jeśli lubisz nieambitne fantasy, z w miarę dobrze przedstawionym światem, świetną dwójką głównych bohaterów, to polecam.

Daria

Rainbow Rowell ,,Eleonora i Park”

ep      Pierwsza książkę pani Rowell którą przeczytałam to znane w wielu kręgach ,,Fangirl”dla mnie była w porządku, nic wielkiego, ale spoko. Moje oczekiwania wzrosły jednak na ,,Eleonore i Parka” i to z prostego powodu, było bardzo dużo dobrych opinii, zarówno od moich koleżanek, zagranicznych youtube’rów, jak i od zwykłych recenzentów na lubimyczytać. No i ja głupia się napaliłam myśląc, że może romansidła dla nastolatek mogą być naprawdę dobre. To nie tak, że historia nie ma logicznego sensu czy coś. Zresztą zacznijmy od początku.

Ona – Eleonora – wyróżniająca się dziewczyną z burzą rudych włosów i z ciuchami wyglądającymi jak z lumpeksu (są prawdopodobnie z lumpeksu … albo ze śmietnika), obwieszona różnymi świecidełkami.

On – Park – zwyczajny chłopak, przeciętniak jakich pełno (należy do tzw. szarej masy – nic niewyróżniających się ludzi). Zaczytany w komiksach, zawsze nosi przy sobie walkmena. Ubiera się zwykłe na czarno.

,, dwóch outsiderów, jedna niezwykła miłość”- Jak głosi tekst z tylu książki.

Mam Trochę Problemów z tą książką. Po pierwsze akcja toczy się w latach 80 XX wieku. Ja nie twierdzę, że na źle, ja po prostu nie czuję Tego wspaniałego klimatu tamtych lat . Od razu zaznaczę, lubię takie smaczki jak kasety Beatles’ów czy komiksy Marvela. Rozpoznaję je i uśmiech pojawia się na mojej twarzy. Chodzi mi bardziej o to, że to dla mnie do za mało, żeby myśleć „tak, to się wydarzyło się w latach 80″ . Jeśliby wymienić parę szczegółów to równie dobrze ta historia mogła się wydarzyć w dzisiejszych czasach. Nie sprawia mi do specjalnego problemu, po prostu nie wiem czemu akurat autorka postanowiła umieścić do w tych czasach, a nie innych.

      Czy 30 lat temu ludzie serio mieli takie myśli jak: czy można zgwałcić komuś rękę? Tak, to jest autentyczny cytat z książki.

Nie lubiłam też zabiegu umieszczenia zakończenia na początku książki. Nie wiem czy napisać o co mi chodzi, a nawet czy takie coś w ogóle liczy się jako spojler. W końcu znajduję się to na pierwszej stronie . Dobra, umówmy się. Jeżeli takie coś cię razi, idź przeczytaj pierwszą stronę i wróć, bo naprawdę chcę o tym później wspomnieć.

Już? Okej.

Na pierwszej stronie odechciało mi się czytać, już wiemy przecież jak to się skończy. Po co mam kibicować związkowi, który się rozpadnie mimo wszystko? Ale dałam temu szansę, no i się zawiodłam.

     Dla mnie akcja toczyła się bardzo szybko, za szybko . W ciągu jednego roku szkolnego 2 nieznajomych stała się przyjaciółmi, następnie zostali parą, aż w końcu miziali się na tylnych siedzeniach samochodu. Nie rozumiem trochę tego i nie chcę więcej słyszeć tekstu typu „bo taka jest prawdziwa pierwsza miłość” . W jednej chwili Park daje Eleonorze komiks, a w następnej całuje ją w rękę. Za szybko.

Fakt, czyta się przyjemnie, nie przeczę. Czasem naprawdę miałam wiele przyjemności z czytania. Naprawdę świetnie poznawało się losy Eleonory i Parka. Ich pierwszy kontakt, przełamywanie się, rozmowy. Co jak co, ale pani Rowell umie dobrze kreślić bohaterów. Nie są jacyś przełomowi czy niezwykle skomplikowani, są normalni chyba tu leży siła tych bohaterów.

Eleonora jest zwyczajną dziewczyną z nadwagą, mająca kompleksy i potrzebującą pomocy. Nie lubię jej jakoś bardzo, ale jest okej. Jedyne co mnie troszeczkę wkurzyło, to jej sytuacja w domu. Tak, wiem że to spełnia jakiś cel (nie jakoś świetnie, ale jednak). Czułam niestety, że jest to trochę wymuszone. Naprawdę nie wiem czemu, po prostu tak jest. Możliwe, że to tylko ja.

Park jest zwykłym chłopakiem z szarej masy, niczym się nie wyróżniającym (no może poza umiejętnościami taekwondo). Ma normalnych rodziców oraz brata. Jedynym jego prawdziwym problemem są kłótnie z ojcem.

Niestety czułam niedosyt po postaciach pobocznych. Do rodziny Parka nic nie mam. Uważam, że pojawiali się ile potrzeba, nie za dużo, nie za mało. Mam za to problem z rodziną Eleonory. Matka pojawiała się w paru scenach, a imiona jej rodzeństwa ciągle mi się myliły. Nie wspominajmy o jej biologicznym ojcu, on pojawił się tylko raz. Nie dostałam wytłumaczenia czemu jej rodzice wzięli rozwód, czemu jej mama nie odejdzie od Richiego. Spodziewałam się jakieś rozmowy matka ~ córka podczas której wszystko się wyjaśni. No i klops. Też mam problem z przyjaciółkami Eleonory, pojawiają się tylko parę razy. To są jej jedyne przyjaciółki, myślę że zasługiwały na troszkę więcej. Znowu się czepiam bez powodu, nie?

Na koniec zostawiłam najgorsze. Zakończenie.

Gdyby nie to, oceniłabym książkę jako „dobrą”. Pomimo swoich wad, naprawdę wciąga i stanowi świetna rozrywkę. Dlatego bardzo się zawiodłam na zakończeniu. Zawiodłam się kiedy doszłam do momentu zerwania. Byłam wkurzona. Serio mogło być o wiele lepiej. Zakończenie jest dla mnie bezsensowne. Przykro mi, taka prawda. Po Prostu nie rozumiem. Myślałam, że czytam jakiś żart, który nie ma puenty. Jestem zawiedziona.

Czy jest to najgorsza młodzieżówka jaką czytałam? Oczywiście, że nie. Wymieniłam kilka powodów dla których warto ją przeczytać. Po prostu była dla mnie dobra, wtedy przyszło zakończenie i teraz sama nie wiem co myśleć o tej książce. Nie wątpię, że ma duże grono fanów i skłamałabym gdybym nie wiedzieła dlaczego. Chyba po prostu zostanie dla mnie jako „dobra książka, która miała potencjał”, bo naprawdę go miała. Zresztą, to tylko moja opinia, opinia książkocholiczki która nie przepada za młodzieżówkami.

Daria

Victor Dixen ,,Fobos”

page_1

Dzisiaj o „Fobosie”…Czy do tej pory słynny „Fobos” kojarzył wam się z najzwyklejszym
księżycem Marsa?Jeśli tak, to obiecuję, że to się nie zmieni (może tylko troszeczkę). Jeśli „Fobos” dla was to do tej pory czarna dziura o śmiesznej nazwie to zapewniam, że po przeczytaniu tej książki Victora Dixena to się zmieni!

Dixen zaprezentował nam książkę, która opowiada o losie pracowników NASA, po sprzedaży właśnie NASA i o losie uczestników (nie)bezpiecznego programu Genesis. Program Genesis polega na tym, że czerwoną planetę ma zasiedlić sześć dziewcząt i sześciu chłopców, w wieku pomiędzy 17 a 20 rokiem życia. Żeby po drodze na Marsa uczestnikom nie nudziło się za bardzo wymyślono coś takiego jak „szybkie randki”. Płeć piękna spotyka się z płcią przeciwną tylko na sześć minut w kuli spotkań. Potem uczestnicy tworzą listy, na których kolejno, wg nich, jest najlepszy uczestnik płci przeciwnej. Pod koniec podróży uczestnicy muszą podobierać się w pary i już do końca ich życia, żyć z tym wyborem. Przypomina wam to randki w ciemno? Jakieś reality show? Tak, nie mylicie się ani trochę, powiem nawet, że widzowie podczas emisji programy(czyli 24/7) mogą wpłacać datki na ulubionego uczestnika.Po przylocie na Marsa z tych pieniędzy uczestnicy będą mogli kupować najlepsze sprzęty do mieszkania itd.

„Doskonale pamięta moment, w którym zobaczyła ogłoszenie o naborze do programu „Genesis”, pierwszego reality show w kosmosie. Sześć dziewczyn i sześciu chłopaków wybranych w ogólnoświatowym castingu ma założyć pierwszą ludzką kolonię na Marsie. Będą poznawać się podczas sześciominutowych randek, by zdecydować, z kim założą rodzinę, gdy dotrą do celu.”

Główną bohaterką jest francuska, która z Francją ma tyle wspólnego co piernik z wiatrakiem, czyli Léonor. Dziewczyna,która została porzucona przez rodziców na śmietniku. Do niedawna pracowała w fabryce karmy dla psów. Tak naprawdę Léonor nie miała nic co mogłaby stracić więc postanowiła zgłosić się do programu. Z dobrym skutkiem. Léonor, która ma sekrety, rozmaite przemyślenia na temat wszystkiego (uwierzcie mi), ma też niezwykły talent do rysowania. Na pierwszy rzut oka, czyli po przeczytaniu kilku stron wydaje się być normalna. Jednak gdy poczytamy dalej można ją określić mianem największej artystki, a zarazem szajbuski na tym statku. Nie chodzi mi o to, że jej nie lubię. Wręcz przeciwnie polubiłam ją, czasem mnie irytowała, jak to każda postać literacka(nawet Harry Potter), czasem nie rozumiałam jej wyborów i reguł lecz uznajmy, że postać Léonor jest bardzo dobrze wymyśloną postacią.

„Odmów… – szepcze mi do ucha cichy głos. – Wiesz, że nie nadajesz się do tej misji z tym, co masz do ukrycia. Wiesz, że jeśli polecisz, będziesz cierpiała tak, jak jeszcze nikt dotąd nie cierpiał. Odmów w tej chwili…”

W jednym rozdziale mamy opis sytuacji ze statku Cupido, który leci na czerwoną planetę. Natomiast już w następnym, opis sytuacji z centrum dowodzenia na Ziemii. Wredna Serena McBee jest tak jakby dyrektorem całego projektu Gnesis. Tak naprawdę nie wiem co o niej napisać, więc może w skrócie: wszędzie ma układy, szantażuje swoich pracowników, ukrywa córkę, jest chyba psychologiem(nie pamiętam dokładnie). Ogólnie jest wredną starą babą, która jest kłamczuchą i nie zwraca większej uwagi czy zabije jednego ze swojego pracownika, czy nie. Mogłabym opowiedzieć o załodze statku Cupido, ale w sumie nie ma co. Każdy z uczestników ma swoją historie i swoje ukrywa, na przykład jakąś szajkę narkotykową albo coś w tym stylu. Wszystkie koleżanki Léonor są bardzo podobne, naprawdę często myliły mi się ich imiona. Wydaje mi się, że różnią się tylko krajem, z którego pochodzą. Co do chłopców jest podobnie, ale wydaje mi się, że pomiędzy nimi są lepsze stosunki niż u dziewczyn (no, przynajmniej u niektórych).

Nie chcę za dużo zdradzać z fabuły książki, bo naprawdę była wyśmienitym kąskiem! Zapomniałam dodać, że kocham książki, które rozgrywają się poza naszą planetą, albo mają choć taki wątek (na przykład Misja 100 albo 5 sekund do Io). Pozwolę sobie tylko zdradzić, że dużo się wydarzy podczas podróży, niektóre sekrety wyjdą na jaw, będzie sporo kłótni, dram i rozterek miłosnych.

Całą książkę i fabułę mianuję na „Miłościową książkę w kosmosie”! Wiem, że to brzmi zabawnie, ale ta nazwa odwzorowuje idealnie całą fabułę książki. Dosłownie zakochałam się w niej, więc oceniam ją 10 na 10. Dziesięć dlatego, że koniec jest miazgą, NAPRAWDĘ. Podczas czytania jest tyle emocji, które towarzyszą nam naprawdę do ostatnich stron powieści. Życzę miłego czytania i zabawy z czytania przede wszystkim!

Stay alive,Iga

Agnieszka Olejnik ,, Zabłądziłam”

zabladzilam_okladka

Długo szukałam POLSKIEJ książki, którą przeczytałabym z zainteresowaniem. Szukałam, szukałam i szukałam, aż wreszcie znalazłam. Zaintrygował mnie opis fabuły, postanowiłam więc ją przeczytać. Dotychczas nie miałam styczności z twórczością pani Olejnik, wiec nie miałam wobec tej powieści wysokich oczekiwań. Po przeczytaniu stwierdziłam, że polskie książki również mogą być ciekawe!

                     Przed państwem ,, Zabłądziłam”     

 

              Majka jest młodą dziewczyną, nie wyróżniającą się z tłumu. Wszyscy traktują ją jak normalną uczennicę. Jednak jej rówieśnicy nie wiedzą, co przeżyła ich koleżanka. Kilka lat wcześniej jej siostrę spotkało coś strasznego… Została zgwałcona. Pewien czas później  dzieje się coś jeszcze gorszego. Kaja popełnia samobójstwo. Zrobiła to pod nieobecność rodziców, gdy była w domu sama z Mają, która zobaczyła ją martwą jako pierwsza.

Po  tych strasznych wydarzeniach Maja zamyka się w sobie. Wybiera szkołę na drugim końcu miasta, nie chce aby dawni znajomi patrzyli na nią z litością.                                         Mama dziewczyny popada w głęboką depresję. Przestaje brać udział w życiu codziennym. Nie obchodzi jej już druga córka, mąż ani cokolwiek innego.                             Ojciec stał się robotem. Nie ma siły na opiekę nad córką. Nie potrafi pomóc kochanej żonie. Zajął się pracą, co dawało mu zapomnieć.

Maja jest szarą myszką, tłem dla innych dziewcząt. Nie maluje się, nie dba o swój ubiór. Jednak tak jak inne dziewczyny, zakochuje się. Jej obiektem westchnień jest Alek, chłopak z równoległej klasy. Łączy ich miłość do koszykówki i choć o tym nie wiedzą, podobna przeszłość. Podczas biwaku sportowego Maja i Alek nareszcie nawiązują kontakt. Już po powrocie do domu coś zaczyna pomiędzy nimi kiełkować.                             Szybko zaczynają ze sobą być. Wszystko dopiero się rozkręca.

Związek Alka i Mai kwitł. Maja coraz bardziej otwiera się na świat. W pewnym momencie Alek, zgodnie z umową z ojcem, musi wyjechać z Polski. Nie wie jednak, że zostawił po sobie ślad.

Właśnie tak. Maja dowiaduje się że jest w ciąży. Jest to dla niej ogromny szok. Dopiero teraz zaczyna się robić gorąco.

 

,, Zabłądziłam” jest powieścią, która bardzo mnie zaskoczyła. Nie była taka, jak wiele innych polskich młodzieżówek. Nie była taka nudna i przymulająca. Akcja toczyła się dość szybko.  W treści nie było wielu długich, przymulających opisów, było za to wiele dialogów. Autorka bardzo fajnie opisała historię Kai, nie trzeba było się dosłownie niczego domyślać.

               Wszyscy bohaterowie byli wspaniali, każdy został dokładnie opisany.

Najbardziej w całej powieści spodobał się fragment, gdy matka Mai dowiaduje się o ciąży córki, a następnie stopniowo powraca do formy sprzed lat. Ten wątek jest naprawdę wspaniały i wartościowy.

Polecam każdemu tę oto książkę. Zarówno nastoletnim czytelnikom, jak i bardziej dojrzałych. Ta powieść wydaje mi się naprawdę wartościowa, ponieważ porusza naprawdę ważne tematy. Przeczytanie jej daje do myślenia!

Gorąco polecam, i życzę miłego czytania!

Klaudia 🙂

 

 

 

 

 

 

Rick Riordan ,,Ukryta Wyrocznia”

460378-352x500    Rick Riordan powraca z nową serią pt. ,,Apollo i Boskie Próby”, czego pierwszą częścią jest ,,Ukryta Wyrocznia”. Muszę się przyznać, jestem fanką zarówno serii ,,Percy Jackson i Bogowie Olipijscy” jak i ,,Olimpijscy herosi”. (Oprócz ostatnich części, Rick nie potrafi dobrze pisać dobrej kulminacyjnej bitwy pod koniec, przynajmniej moim zdaniem). Inne serie tegoż autora (jak np.Kroniki rodu Kane) nie czytałam. Podchodzę do tej książki spóźniona, w końcu 2 tom został wydany ponad miesiąc temu. Po prostu cały ‚hype’ wokół tych serii przeszedł mi podczas czytania ‚Krwi Olimpu”. Postanowiłam się jednak tym zająć i cieszę się, że to zrobiłam.

Apollo za swoje przewinienia zostaje wysłany na Ziemię jako śmiertelnik o wdzięcznym imieniu Lester Papadopoulos. Pozbawiony swoich mocy ex-bóg musi się odnaleźć w kompletnie nowej sytuacji. Nie ma jednak na to czasu, od razu zostaje zaatakowany przez dwóch oprychów. Na szczęście zostaje uratowany przez Meg McCaffrey, dziką heroskę, która od tamtego momentu jest związana z Apollem. Dowiadują się, że przepowiednie przestały się pojawiać. Ktoś zajął Delfy i próbuje tak samo zrobić z pozostałymi przepowiedniami. Apollo musi się tym zająć.

Już przed rozpoczęciem wiedziałam, że narracja będzie z perspektywy Apolla i tego się obawiałam najbardziej. Ale (o dziwo), jest naprawdę dobrze napisana. Fakt, już na początku wiedziałam jak to będzie wyglądać. ‚Kolejna historia o samolubnym bohaterze, który zmienia się pod wpływem pewnych wydarzeń’. W sumie tak jest. Tylko, że to tu pasuje. Apollo naprawdę się zmienia, ponieważ ma do tego powody. No cóż, spadł (dosłownie) z niebios. Ma motywację, cele i widać jak one się zmieniają w miarę jak czytamy książkę. Sposób w jaki jest prowadzona narracja naprawdę pomaga. Na początku ex-bóg cały czas narzeka i wychwala swoją wielkość (co jest zabawne, ale czasem serio chciałam mu przywalić). Naprawdę podobają się mi się jego przemyślenia pod koniec powieści.

Apollo jako postać jest dobrze napisana. W miarę czytania powieści poznajemy jego przeszłość, problemy. Widzimy jak się zmienia na lepsze, jak próbuje naprawić swoje problemy. Cieszyłam się, że pan Riordan dał mu ciało przeciętnego nastolatka, z oponką i trądzikiem. Muszę też przyznać, że jego reakcja na to była świetna.

 – Och nie, nie, nie, nie. – Zataczałem się po chodniku, w nadziei że oponka zostanie w tyle. – Gdzie się podział mój kaloryfer? Miałem zawsze idealny kaloryfer. Zero tłuszczyku. Nigdy przez cztery tysiące lat!

Meg znów się zaśmiała drwiąco.

– Ciii, bekso, wyglądasz spoko.

Meg McCaffrey jest świetną, przebojową dwunastolatką. Dzięki niej miałam uśmiech na twarzy czytając tą książkę, po prostu dla mnie jest zabawna. Jej przeszłość, rozterki też są bardzo dobrze napisane, szczególnie te pod koniec. To jak jest opisana relacja z jej ojczymem jest niesamowita, naprawdę była ciekawa.

Historia jest w miarę okej, lecz mam nadzieję, że następne części zrobią to lepiej. Historia jest logiczna, ma początek, rozwinięcie i zakończenie, lecz dla mnie na początku mogła być szybciej rozwijana, lecz to tylko moje zdanie. Jak na pierwszą część serii, naprawdę trzyma się, zaczyna nowe wątki, przedstawia podstawowe informacje, nowych bohaterów. Dla mnie naprawdę była to dla mnie niezła przygoda.

Bardzo podobały mi się małe wstawki i bohaterami poprzednich książek. To nie są jakieś występy na siłę, po prostu są jakieś wzmianki typu on poszedł na uniwersytet, oni są w obozie Jupiter.

Niestety trzeba podkreślić, że jeżeli dla kogoś koncept bogów olimpijskich się już ‚przejadł’, to tu nie znajdzie nic specjalnie nowego. Po prostu standardowa książka Riordana. Jednak dla tych, którzy są jeszcze wciągnięci w ten świat, polecam, bo to naprawdę niezła powieść.

Daria